Kobiety - mężczyźni ... czyli życie i filozofia z nutką sportu, muzyki oraz filmu
Blog > Komentarze do wpisu

Zazdrość oraz teoria etapów

Zadziwiacie mnie ludzie :) W pozytywnym znaczeniu tego słowa :) Liczne komentarze i sam temat zdrady nasunął mi kolejne sprawy, które chcę poruszyć.

1) Zazdrość - wiąże się z pojąciem zdrady, wierności, zaufania. Czy wpływa pozytywnie czy negatywnie na związek? Czy są osoby, które nigdy nie zaznały tego uczucia? Jak ją kontrolować? Czy można nazwać ją wadą?

Uważam się za osobę zazdrosną, to jedna z moich wad (czyli dla mnie to jednak wada). Im bardziej mi na kimś zależy i im bardziej się zakochuję tym bardziej zazdrosny jestem. Tak już chyba jest, że o osoby z początku nam neutralne jakoś mniej jesteśmy zazdrośni. Ale im bardziej nam na czymś zależy, im bardziej zdajemy sobie sprawę że utracenie czegoś tak cennego będzie bardzo dotkliwe...tym bardziej to uczucie w nas żyje. Ono karmi się wręcz naszym strachem. Skąd on się bierze? Może z niskiego poczucia własnej wartości, może z faktu że kiedyś nas zdradzono, może dlatego że nie potrafimy zaufać, a może jest to uczucie wrodzone a nie nabyte? To jaki ma wpływ na związek zależy od osób, które je tworzą. Zazwyczaj dobierają się osoby, u których stopień zazdrości jest na skrajnie różnych pułapach i wtedy się zaczyna...gdy jedna osoba jest strasznie zazdrosna...a druga ma na wszystko "zlew". Kolejna kwestia to zaangażowanie. Osoba która głębiej się zatraciła w związku z założenia będzie bardziej zazdrosna, to jej będzie bardziej zależało. W wielu przypadkach osoba mniej zazdrosna sadystycznie karmi się i wykorzystuje zazdrość swojej połówki jako np. pretekst do kłótni. Mimo wszystko uważam, że zazdrość w związku musi być...ale w odpowiednich, kontrolowanych ilościach. To ona podsyca czasami przygasający już ogień, to ona sprawia że czujemy się nadal atrakcyjni dla innych, dla naszej wybranki i dla nas samych. Wydaje mi się, że każdy zakosztował jak to jest być zazdrosnym. To nieodłączny element "pierwszej miłości". Kontrolowanie jej to syzyfowa praca, przynajmniej jak dla mnie. Jeśli będziemy ją ukrywać to zje ona nas samych od środka. Jeśli będziemy ją uzewnętrzniać - nie obędzie się od kłótni. Trzeba znaleźć złoty środek i pokazywać, że jest się zazdrosnym tylko wtedy gdy naprawdę będzie obiektywny powód. A to cholernie trudne zadanie.

 

2) Trochę przyjemniejszy temat. Na potrzeby wpisu nazwałem to teorią etapów i granic. Nie wiem czy tylko ja tak mam, czy może Wy też. Mam taką manierę, że sztucznie wyznaczam etapy znajomości/związku. Czyli coś co pomaga mi ocenić daną osobę, miejsce w którym się znajdujemy w odniesieniu do tego w którym powinniśmy być. To bardzo luźna i kolejna z teorii "z przymrużeniem oka". Podzieliłem ją następująco:

- 1 spotkanie - moment w którym stwierdzamy czy druga osoba odpowiada nam na tyle wizualnie i charakterologicznie, że warta jest dalszego zgłębiania (marnowania czasu ;P)

- tydzień - zazwyczaj odbywają się wtedy 2-3 randki. Nadal poznajemy ogólnikowo naszą wybrankę, moment w którym następuje zazwyczaj pierwszy pocałunek. To czas, w którym stwierdzamy czy to spotykanie się już na poważnie.

- miesiąc - tworzenie podstaw związku. Znamy już naszą połówkę na tyle, żeby coś o niej powiedzieć. Moment w którym poznała już naszych znajomych, którzy ją zaakceptowali (jakby mieli coś do powiedzenia ;P) i których ona zaakceptowała. Spotykanie się nie ogranicza się już tylko do neutralnych miejsc. Zazwczyj pierwszy raz (i kolejne) już za nami :)

- 3-4 miesiące - etap gdy różowe okulary jeszcze działają i świetnie się bawimy lub dostrzegamy pierwsze problemy. Stwierdzamy czy dana osoba nadaje się na poważny związek. Znamy ją dobrze, mamy za sobą jakiś integracyjny wyjazd ;) Wiemy mniej więcej jak się zachować, co ona lubi itd. Nadal jednak się uczymy i zgłębiamy nowe obszary. Poznajemy jej rodziców, rodzeństwo czasami trochę wcześniej. Pojawia się lampka "zamieszkajmy razem" :)

- 6-7 miesięcy - pierwszy poważny kryzys. Widzimy wady a nie tylko zalety. Moment w którym związek się umocni i przetrwa lub się rozpadnie, gdyż wcześniej przymykaliśmy oczy na sprawy fundamentalne, które nas różnią. Decydujemy czy to związek z przyszłością czy chcemy dalej się zatracać czy tracimy cenny czas.

- rok - (u mnie tego etapu jeszcze nikt nie przeskoczył) to czas gdy wyobrażamy sobie wspólną przyszłość, lub jej brak. Myślimy o dzieciach, miejscu i sposobie życia. Jej rodzina powoli staje się naszą. Sex czasami staje się rutyną ;) Etap gdy stwierdzamy czy to już może być ta i na całe życie. Czy jesteśmy szczęśliwi i spełnieni.

- 3 lata - znamy kogoś na tyle, żeby mu się oświadczyć, ożenić, zrobić gromadkę bobasów i żyć wspólnie długo i szczęśliwie :)

 

Poszczególne etapy zależą od wielu czynników. Te które wymieniłem nie są sztywnymi ramami, odnoszą się do mnie (choć może i część z Was podziela mój pogląd - zarówno kobiet jak i mężczyzn). Do tych czynników należą: wiek osób zainteresowanych, charakter związku, częstotliwość spotkań (mieszkamy wspólnie, spotykamy się raz dziennie, rzadziej a może jest to związek na odległość).

 

Kolejne 2 tematy plus ewentualne, które wyjdą w praniu...next time :)

A właśnie - nowy pomysł: może macie pomysł, temat; którym chcielibyście żebym się zajął, zaanalizował, lub po prostu napisał co o tym sądzę i jak to jest u mnie?

Otwieram listę życzeń :)

czwartek, 01 kwietnia 2010, ozip69

Polecane wpisy

  • For what?

    Pewnie część z Was zadała sobie pytanie po co ja to piszę? Te wszystkie słowa, wpisy, posty - po co mi ten blog. Czy to jakaś próba przyciągnięcia uwagi, forma

  • Apartament

    Pomysł na ten wpis pojawił się już wcześniej. Do jego realizacji przekonał mnie właśnie obejrzany (po latach) film pt. Apartament. Czy suma szczęścia w naszym ż

  • Perfect sense

    Właśnie obejrzałem Perfect sense. Nasunął on mi pewną refleksję i punkt do rozważań. Dlaczego doceniamy to co mamy dopiero wtedy kiedy to tracimy? Lub jeszcze i

  • E jak Ewa (134, 135)

    134. – Wiem, też mi to dano do zrozumienia. – Ewa wzruszyła ramionami. – Ewa – popatrzył jej w oczy – naprawdę mi przykro, przepra

  • 12 - O uczuciach toksycznych, czyli pies ogrodnika

      To uczucie potrafi zniszczyć każdą relację po rozstaniu. A przecież kiedy dwoje ludzi, których coś kiedyś połączyło, rozstaje się, nadal mogą mieć normal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/04/01 01:20:19
wow :) widzę, że masz podobne podejście do mojego.. albo ja do Twojego.. :P
ja osobiście uważam się za zazdrośnicę.. i szczerze? też twierdzę, że to wada.. aczkolwiek niekiedy bywa i tak, że jest ona zaletą w związku. Zazdrość musi choć w małym stopniu istnieć w związku.. pomaga wzmocnić więź pomiędzy dwojgiem kochających się ludzi, dzięki niej jedna osoba w ten sposób okazuje swoje zainteresowanie drugą osobą.. i to sprawia (jak z resztą napisałeś), że osoba ta czuje się atrakcyjniejsza, kochana i w ogóle :)
-
2010/04/01 01:28:31
Najważniejsze, że razem mamy podobne podejście ;)
-
Gość: Mad, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/01 07:02:57
Zazdrośc w umiarze jeszcze nikomu nie zaszkodziła i jest poniekąd dowodem na to, że zależy na drugiej osobie. Kobiety podchodzą do kwestii zazdrości emocjonalnie, mężczyźni bardziej terytorialnie :)
Ja jestem zazdrosna, ale bardziej są to moje wewnętrzne niepokoje niż realne powody, czasem sobie za dużo wkręcam, za dużo myślę.

Co do etapów, moje były nieco w przyspieszonym tempie:) Pierwsze spotkanie - strzał amora, miesiąc możnaby rzec miodowy:)), po 2 miesiącach zaczęliśmy razem przechodzic cięższe momenty (każdy z nas miał wtedy gorszy okres w życiu) i zauważyliśmy, że potrafimy się wesprzec, doradzic, pomóc sobie nawzajem i się nie odwracamy. Kilka miesięcy później oświadczyny. Po roku szukanie sali, wybieranie sukienki, orkiestry itd itd:) W maju będą 3 lata jak jesteśmy razem, a w czerwcu jak jesteśmy rok po slubie:) No i odpukac, jest świetnie :)
-
Gość: czytelniczka, *.xdsl.centertel.pl
2010/04/01 09:01:50
Również muszę się zgodzić, że zazdrość w związku bywa przydatna. I nie musi być wadą. Nigdy nie zdradziłam i nie byłam zdradzona (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo). Mój mąż jest moją pierwszą miłością, nigdy nie dawał mi też powodów do zazdrości, a jednak... jestem cholernie zazdrosna. Działa to w dwie strony. I myślę, że to dobrze, sprawia, że czujemy się dla siebie atrakcyjni, a związek nie staje się rutyną. Nie jestem pewna, czy ktoś zrozumie o co mi chodzi, ale tak u nas jest.
Co do etapów, to coś w tym jest, ale często można pominąć jeden czy dwa z nich. Pisałeś kiedyś o przeznaczeniu. Myślę, że gdy spotka się swoją drugą połowę, to nie w głowie zastanawianie się, który to etap :)
Jeszcze chciałam się odnieść do tematu zdrady. Kiedyś wyczytałam, że kobiety i mężczyźni zdradzają z dwóch różnych powodów. Faceci dla samej fizyczności, dla przyjemności z seksu, a kobiety zdradzają bardziej psychicznie. Potrzebują kogoś nowego, gdy czują się nieatrakcyjne bądź znudzone obecnym związkiem. Myślę, że coś w tym jest
-
2010/04/01 11:39:20
Witam! Po raz pierwszy komentuję, czytuję od początku:) Jeśli chodzi o zazdrość- uważam się za zazdrośnicę i choć mój Ukochany nie daje mi powodów do zadrości, to jest to wynik moich wcześniejszych doświadczeń i z tej "zazdrości" nie potrafię się "wyleczyć".
Druga sprawa- oczywiście traktuję te Twoje teorie z przymrużeniem oka, czasami się z nimi zgadzam, czasami nie, ale bardzo podoba mi się, że okres 3 lat uznajesz za odpowiedni do zaręczyn, gdyz niedługo przekroczę ten próg i nie ukrywam, że bardzo chciałabym zobaczyć pierścionek na swoim palcu;) Ba! Kobieca intuicja podpowiada mi, że długo czekać nie będę musiała...;)
Poza tym gratuluję odwagi- pisanie bloga, podejmowanie takich a nie innych zagadnień, otwieranie się przed szerszym gronem- naprawdę wymaga odwagi:)
Pozdrawiam!
-
2010/04/01 12:38:54
Można nauczyć się zazdrościć. Kiedy jest się z kimś dłużej, wie się o co, o kogo można być zazdrosnym, wie się kiedy ten drugi ktoś jest zazdrosny na serio a kiedy się tylko przekomarza. Kiedy ktoś jest z nami szczery nie widzę powodów do prawdziwej zazdrości, takiej, z której zrobimy awanturę. Mimo to zawsze zwracamy uwagę na to z kim i jakie kontakty utrzymuje nasza druga połówka, do kogo się uśmiecha z kim flirtuje. Mi się podoba, kiedy to widzę. Myślę sobie, że trafił mi się fajny facet, który właśnie zagaduje do koleżanki z pracy, ale zaraz wróci do mnie. To jest przyjemne. Jeśli widzę natomiast, że ktoś ma coś do ukrycia, wychodzi z pokoju, kiedy jakaś 'ona' do niego dzwoni, a nie zbliżają się moje urodziny i wcale nie szykuje niespodzianki, to już zapala się owa żaróweczka i wtedy moja zazdrość ujrzy światło dzienne w całej swojej okazałości ;)
I nie uważam, że zazdrość jest wadą. Jest potrzebna, więc jest pozytywna. Zazdrość jest jak chili w czekoladzie. Bez niej byłoby zbyt słodko, nudnawo i bez polotu.
-
2010/04/01 12:39:48
Mad -- W zazdrości to jest właśnie najgorsze...gdy pozwalamy sobie za dużo myśleć i analizować. Choć z drugiej strony w ten sposób próbujemy nastawić się na najgorsze, co mamy nadzieję...ewentualnie będzie mniej bolało.
To chyba jednak wiem kim jesteś ;)

czytelniczka -- Rozumiem i mniej więcej podobnie to ująłem :)
Racja - w przypadku tej prawdziwej miłości te etapy nie mają sensu, w przypadku reszty związków już jednak można je zastosować. I niektórych spraw (jak np. poznanie rodziny) lepiej nie przyspieszać...przynajmniej dla dobra faceta ;P
Czy to że byłbym prędzej skłonny (teoretycznie) do zdrady emocjonalnej niż fizycznej czyni ze mnie kobietę? ;) Przy okazji - która zdrada w tym przypadku jest gorsza? Moim - kobieca...

blue_betka -- cieszę się z pierwszego komentarza :) (oby nie był ostatnim)
A to kobiety nie mogą poprosić o rękę (czy o co tam innego) faceta? ;) To życzę szybkiego spełnienia tego marzenia :)
Dzięki :)
-
2010/04/01 12:51:14
da-ka-we -- Niektórzy nie lubią takich połączeń jak chilli-czekolada czy pizza-owoce ;P Nie lepiej dodać orzeszków do pierwszej lub pieczarek do drugiej? ;) (czym one są w tej metaforze to nie wiem :P)
-
2010/04/01 12:59:57
Też nie lubię :P Ale gdybym napisała, że toffi to wyszłoby jeszcze bardziej słodko ;)
-
Gość: *, *.as.kn.pl
2010/04/01 13:51:56
wiesz, tak trochę smutno czyta się Twojego bloga.bo odnoszę ogólne wrażenie, że bardzo chciałbyś mieć już swoją drugą połówkę, ale przez to jak bardzo analizujesz każdą drobna rzecz związaną z miłością w każdej osobie, którą spotykasz jesteś w stanie doszukać się czegoś, co potencjalnie może powodować problemy w przyszłości. ale pamiętaj nie ma związków idealnych- poza tym takie byłyby nudne:P może pozwól myśleć sercu, a kochać rozumowi:)
zamieszczasz tu tyle swoich przemyśleń i teorii związkowych, ale kazdy związek jest na szczęście inny i nie ma schematów! daj się zaskoczyć!:)
-
2010/04/01 14:35:44
* -- Kwestia podejścia...może wypływająca z tego kto jest czytelnikiem i w jakim stanie ducha czyta go właśnie? :)
Fakt - kto by nie chciał mieć już swojej drugiej połówki, tej właściwej. Ale analizowanie i rozmyślanie pomaga też sercu, układa wszystko i wypiera zamęt. To nie znaczy, że nie wyrywam się na co dzień z rutyny i nie robię spontanicznych rzeczy :)
Ładnie powiedziane :)
Ten blog nie ma na celu tylko mojego katharsis, ale i mam nadzieję że części z Was jeśli nie pomaga to przynajmniej z częścią poglądów się utożsamiacie.
-
Gość: czytelniczka, *.xdsl.centertel.pl
2010/04/01 16:00:03
Oczywiście, że ta emocjonalna zdrada jest gorsza, chociaż obie zapewne bardzo bolą i są niewybaczalne.
Co do tego czy jest w Tobie coś z kobiety, no cóż... :) Faceci mają chromosomy X i Y więc może coś w tym jest.
-
2010/04/01 16:04:23
Hehe...zawsze wiedziałem, że coś ze mną jest nie tak ;P
Chociaż połączenie pozytywnych cech charakteru obydwu płci byłoby ciekawe ;)
-
Gość: *, *.as.kn.pl
2010/04/01 16:04:55
to prawda, wszystko zależy od punktu widzenia:)
a Ty, taki uroczy chłopak, na pewno znajdziesz swoją drugą połówkę ... i to może szybciej niż się spodziewasz:)
powodzonka:)
-
2010/04/01 16:10:02
* -- "uroczy" i jeszcze "sympatyczny" (o "ładny" nie wspominając) to chyba jedne z najgorszych określeń faceta ;) Pomijam słowo "chłopak" ;P hehe
Hmmm...tzn że masz dla mnie jakiś cynk? ;)
Dzięki (przesądny nie jestem) :)
-
Gość: *, *.as.kn.pl
2010/04/01 16:15:07
sorry, nie chciałam urazić męskiego ego :P
przez określenie 'uroczy' miałam na myśli, że chyba nie da się Ciebie nie polubić:)
-
2010/04/01 17:00:44
Hehe...i nie uraziłaś :) (to był żart z męskich fobii)
Oj da się ;)
-
Gość: Mad, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/01 17:02:38
A propos zazdrości jeszcze, to często wyzwala ona inne bardziej negatywne a wręcz niebezpieczne na szerszą skalę, odczucia np. zaborczośc. Kiedyś byłam w związku na odległośc: Poznań-Wrocław i szanowny partner wydzwaniał do mnie wieczorami do domu by sprawdzic czy jestem a jeśli mnie nie było to dzwonił na komórkę robiąc awanturę, że jak mogę gdzieś wychodzic bez niego, i że powinnam siedziec w domu:))
Szybko mu podziękowałam za współpracę ;]
-
2010/04/01 17:13:40
Hehe...czyż życie np. w średniowieczu nie było pod tym względem łatwiejsze? Żadnych komórek, technologii; problemem było to czy nasz koń ma co jeść i czy zwykłe przeziębienie nas nie zabije a i kobiety znały swoje miejsce ;) Haha...dobra to ostatnie cofam, naprawdę to tylko żart :) więc bez feministycznych komentarzy zwrotnych proszę :)